- Wpisów: 29
- Średnio co: 24 dni
- Ostatni wpis: 61 dni temu, 11:07
- Licznik odwiedzin: 2 157 / 741 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Atria, sieć roi się od takich przepisów, a ja nie mam jakichś wyjątkowych pomysłów na dania i gotuje dość standardowo, jakoże nie tylko dla siebie. Ograniczam jedynie tłuszcz (wolę podsmażyć na niewielkiej ilości, a potem udusić lub piec w piekarniku i śmietanę (nie używam już jej do sosów, przynajmniej nie dla siebie), jeśli chodzi o wcześniejsze przyzwyczajenia.
Być może trochę zmienię profil bloga.
O niemieckim nie będę Wam tu narzekać, ale ostatnio eksperymentuję z internetowymi przepisami - niestety są to słodycze, więc nie wiem, czy przyda się ta wiedza dietującym, chociaż może. Każda dieta zakłada, że w końcu będziemy mogli sobie pozwolić na coś więcej. Czy to jest Królewska Uczta wg Dukana, czy może nasze wymyślone i zaplanowane odstępstwo.
W związku z tymi eksperymentami mogłabym Wam przedstawiać opinie na temat tych przepisów - efektu i smaku, ale zobaczymy.
Marlenao, jak tylko zrobię coś pysznego, a niskokalorycznego, to pewnie napiszę o tym.
***
Co do Dukana. Nie stosuje w pełni III fazy, ale wg obliczeń dziś mam 99 dzień fazy utrwalania, 83 dni przede mną.
Przede wszystkim nie ma u mnie czegoś takiego jak uczta (codziennie zjadam coś, co można byłoby nazwać mianem ucztowego smakołyku), ale o tym mówiłam.
Natomiast zmieniło się to, że trochę za bardzo się rozpuściłam, przesadzając ze słodyczami i moja kilogramowa rezerwa stopniała, lecz pewnie nie bezpowrotnie.
Po prostu muszę zrobić sobie przerwę od odstępstw i zrezygnować z codziennego jedzenia słodyczy.
Nie smakują mi Dukanowe słodkości - substytuty, dlatego eksperymentowałam z normalnymi pokusami.
Waga trzyma się, ale kontroluję ją codziennie i właśnie teraz mam swoisty wake-up call, bo nie ma już rezerwy.
To dobra metoda (codzienne ważenie), by się pilnować i nie popaść w samozachwyt, ale uważajcie, aby nie przesadzać w drugą stronę.
Na forum dietowym, na którym urzęduję, zdarzają się przypadki osób wiecznie niezadowolonych z efektów, a może inaczej! Popadających w euforyczny stan podczas odchudzania.
Osoby te osiągnęły już swoje cele, a jednak ustalają nowe i ciągle się odchudzają, bo tam oponka, tam tłuszczyk, tu za grube udo...
BMI mają w niskiej stawce normalności, ale uparcie twierdzą i zarzekają się, że BMI nie odzwierciedla rzeczywistości, że tak naprawdę, mając BMI20 wyglądają nadal grubo i muszą nad sobą pracować, oczywiście stosując dalej dietę.
Nic bardziej błędnego nie mogły zrobić.
Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ludzkie ciało nie posiada idealnej symetrii, a idealna figura jest mrzonką i złudzeniem, jakie mamy, oglądając wymodelowane operacjami gwiazdy i zphotoshopowane zdjęcia fotomodelek. Nie wspominam już nic o modelkach wybiegowych, bo to inny temat - rzeka.
Moje BMI to 21.3, pewnie że coś bym w sobie zmieniła, odjęła tu, dodała tam, ale tak się nie da i na pewno dalsze odchudzanie nie sprawiłoby, że osiągnęłabym idealną sylwetkę.
Robiąc zdjęcia podsumowujące rezultaty diety zobaczyłam siebie nie w złudnym lustrze, ale na fotce i doszłam do wniosku, że góra była zbyt chuda, a w dole bym coś zmieniła. Nie pozostaje nic innego jak ćwiczyć, na pewno nie pomogłoby dalsze odchudzanie, więc proszę, nie przesadzajcie. Ustalcie sobie jeden cel, jeden! Gdy go osiągniecie, utrwalajcie.
Ja na utrwalaniu schudłam jeszcze trzy kilogramy (czyli da się, wprowadzając nowe, zdrowe pokarmy) i właśnie tak jest dobrze, więcej nie chcę.
Być może trochę zmienię profil bloga.
O niemieckim nie będę Wam tu narzekać, ale ostatnio eksperymentuję z internetowymi przepisami - niestety są to słodycze, więc nie wiem, czy przyda się ta wiedza dietującym, chociaż może. Każda dieta zakłada, że w końcu będziemy mogli sobie pozwolić na coś więcej. Czy to jest Królewska Uczta wg Dukana, czy może nasze wymyślone i zaplanowane odstępstwo.

W związku z tymi eksperymentami mogłabym Wam przedstawiać opinie na temat tych przepisów - efektu i smaku, ale zobaczymy.

Marlenao, jak tylko zrobię coś pysznego, a niskokalorycznego, to pewnie napiszę o tym.
***
Co do Dukana. Nie stosuje w pełni III fazy, ale wg obliczeń dziś mam 99 dzień fazy utrwalania, 83 dni przede mną.
Przede wszystkim nie ma u mnie czegoś takiego jak uczta (codziennie zjadam coś, co można byłoby nazwać mianem ucztowego smakołyku), ale o tym mówiłam.
Natomiast zmieniło się to, że trochę za bardzo się rozpuściłam, przesadzając ze słodyczami i moja kilogramowa rezerwa stopniała, lecz pewnie nie bezpowrotnie.

Po prostu muszę zrobić sobie przerwę od odstępstw i zrezygnować z codziennego jedzenia słodyczy.
Nie smakują mi Dukanowe słodkości - substytuty, dlatego eksperymentowałam z normalnymi pokusami.
Waga trzyma się, ale kontroluję ją codziennie i właśnie teraz mam swoisty wake-up call, bo nie ma już rezerwy.

To dobra metoda (codzienne ważenie), by się pilnować i nie popaść w samozachwyt, ale uważajcie, aby nie przesadzać w drugą stronę.
Na forum dietowym, na którym urzęduję, zdarzają się przypadki osób wiecznie niezadowolonych z efektów, a może inaczej! Popadających w euforyczny stan podczas odchudzania.
Osoby te osiągnęły już swoje cele, a jednak ustalają nowe i ciągle się odchudzają, bo tam oponka, tam tłuszczyk, tu za grube udo...
BMI mają w niskiej stawce normalności, ale uparcie twierdzą i zarzekają się, że BMI nie odzwierciedla rzeczywistości, że tak naprawdę, mając BMI20 wyglądają nadal grubo i muszą nad sobą pracować, oczywiście stosując dalej dietę.
Nic bardziej błędnego nie mogły zrobić.
Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ludzkie ciało nie posiada idealnej symetrii, a idealna figura jest mrzonką i złudzeniem, jakie mamy, oglądając wymodelowane operacjami gwiazdy i zphotoshopowane zdjęcia fotomodelek. Nie wspominam już nic o modelkach wybiegowych, bo to inny temat - rzeka.
Moje BMI to 21.3, pewnie że coś bym w sobie zmieniła, odjęła tu, dodała tam, ale tak się nie da i na pewno dalsze odchudzanie nie sprawiłoby, że osiągnęłabym idealną sylwetkę.
Robiąc zdjęcia podsumowujące rezultaty diety zobaczyłam siebie nie w złudnym lustrze, ale na fotce i doszłam do wniosku, że góra była zbyt chuda, a w dole bym coś zmieniła. Nie pozostaje nic innego jak ćwiczyć, na pewno nie pomogłoby dalsze odchudzanie, więc proszę, nie przesadzajcie. Ustalcie sobie jeden cel, jeden! Gdy go osiągniecie, utrwalajcie.
Ja na utrwalaniu schudłam jeszcze trzy kilogramy (czyli da się, wprowadzając nowe, zdrowe pokarmy) i właśnie tak jest dobrze, więcej nie chcę.
Nowy Rok i nowe postanowienie.
Tym razem jedno, jedno zeszłoroczne, którego nie spełniłam - nauka niemieckiego, by osiągnąć poziom swobodnej konwersacji o wszystkim (w ramach rozsądku - o budowie maszyn nie muszę umieć mówić) i o niczym.
Po Dukanie powinnam jeszcze do połowy marca utrwalać wagę, jednak zarzuciłam fazę III i odżywiam się po swojemu, racjonalnie.
Powód? Schudło mi się jeszcze trochę, tak zupełnie przypadkiem i mój chłopak nie pozwoliłby mi przestrzegać ostro III fazy Dukana.
Co robię nie po dukanowemu?
Jem banany (1 dziennie, niecodziennie, ale pozwalam sobie, mimo że pan D. powiedział: nie).
Nie robię uczt, jem normalnie to, na co mam ochotę, choć ograniczam makarony, ziemniaki, ryże (tj Dukan przykazał w sumie).
W ramach ciepłych posiłków staram się nie łączyć skrobi z mięsem i warzywami, najczęściej jem mięso w towarzystwie warzyw, czasem skrobię z mięsem.
Jem czasem jasne pieczywo, z normalnej mąki raz w tygodniu robię pizzę.
Jem codziennie coś słodkiego, ale w małych ilościach, np 1 cukierek i 2 pierniki lub 3 łyżki lodów.
Jem mniej, staram się jeść zdrowo, patrzę na tabele (wybieram produkty z mniejszą ilością węgli).
Chyba to wszystko! A! Najważniejsze. Co prawda nie mam stałych pór jedzenia (nie lubię patrzeć na zegarek i "mieć wszystko jak w zegarku"), ale jem częściej niż 3 razy na dzień. Jem, jak czuję się głodna i nie doprowadzam do przejedzenia... Wyjątkiem jest nasz Dzień z Pizzą, kiedy zjadam całą swoją porcję i potem kwiczę.
No ale to z miłości do pizzy! 
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Napiszę za jakiś czas, jak się trzymam. Na razie jest dobrze i nadal poniżej celu widocznego w opisie.
A po świętach to nawet schudłam.
Nie wiem, jak u innych post-Dukanowców, ale mój wyjałowiony organizm zbuntował się przeciw tłustemu karpiowi, ciężkostrawnym uszkom z grzybami i sałatce jarzynowej z majonezem! Nie polecam takiego miksu w jednym dniu.
Tym razem jedno, jedno zeszłoroczne, którego nie spełniłam - nauka niemieckiego, by osiągnąć poziom swobodnej konwersacji o wszystkim (w ramach rozsądku - o budowie maszyn nie muszę umieć mówić) i o niczym.Po Dukanie powinnam jeszcze do połowy marca utrwalać wagę, jednak zarzuciłam fazę III i odżywiam się po swojemu, racjonalnie.
Powód? Schudło mi się jeszcze trochę, tak zupełnie przypadkiem i mój chłopak nie pozwoliłby mi przestrzegać ostro III fazy Dukana.
Co robię nie po dukanowemu?
Jem banany (1 dziennie, niecodziennie, ale pozwalam sobie, mimo że pan D. powiedział: nie).
Nie robię uczt, jem normalnie to, na co mam ochotę, choć ograniczam makarony, ziemniaki, ryże (tj Dukan przykazał w sumie).
W ramach ciepłych posiłków staram się nie łączyć skrobi z mięsem i warzywami, najczęściej jem mięso w towarzystwie warzyw, czasem skrobię z mięsem.
Jem czasem jasne pieczywo, z normalnej mąki raz w tygodniu robię pizzę.
Jem codziennie coś słodkiego, ale w małych ilościach, np 1 cukierek i 2 pierniki lub 3 łyżki lodów.
Jem mniej, staram się jeść zdrowo, patrzę na tabele (wybieram produkty z mniejszą ilością węgli).
Chyba to wszystko! A! Najważniejsze. Co prawda nie mam stałych pór jedzenia (nie lubię patrzeć na zegarek i "mieć wszystko jak w zegarku"), ale jem częściej niż 3 razy na dzień. Jem, jak czuję się głodna i nie doprowadzam do przejedzenia... Wyjątkiem jest nasz Dzień z Pizzą, kiedy zjadam całą swoją porcję i potem kwiczę.
No ale to z miłości do pizzy! 
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Napiszę za jakiś czas, jak się trzymam. Na razie jest dobrze i nadal poniżej celu widocznego w opisie.
A po świętach to nawet schudłam.
Nie wiem, jak u innych post-Dukanowców, ale mój wyjałowiony organizm zbuntował się przeciw tłustemu karpiowi, ciężkostrawnym uszkom z grzybami i sałatce jarzynowej z majonezem! Nie polecam takiego miksu w jednym dniu.
-
Atria:
Hmmm , to może wrzucaj pomysły na zdrowe lekkie posiłki. Szkoda byłoby, żeby taki fajny blog umarł :)
-
marlenao: o nie jak tylko zaczęłam się zachwycać tym blogiem tymi przepisami, i wogole ;] to dostrzegłam że Cię nie ma, mam jednak nadzieje że powrócisz bo tu uwierz jest zapotrzebowanie na te przepyszne smakołyki dodatkowo nie bomby kaloryczne
Witajcie!
Długo się nie odzywałam, bo jakoś trudno było mi się zebrać. Nie mam żyłki do czarowania Was pomysłami kulnarnymi, o trudach diety dzieliłam się na forum dietowym i tak jakoś nie chciało mi się powtarzać w tym miejscu.
Jednak założyłam ten blog, więc jestem winna sobie i Wam napisać parę słów raz na jakiś czas.
Postanowienie nr 1 zrealizowane! Schudłam tyle, ile Dukan mi wyliczył i od dwóch tygodni jestem na trzeciej - utrwalającej fazie. Nie stosuję się dokładnie do jej przyrzeczeń, bo powróciłam w pełni do gotowania dla dwoje, ale wszystko z rozumem i dzięki temu na razie się utrzymuję z małym plusem (czyli schudłam nieco poniżej oczekiwań).
Jak wygląda moje ciało?
Wybaczcie, nie będę się prezentować na blogu, nie pozwala mi na to niemal całkowity (niemal, bo jednak gdzieś tam w sieci wstawiłam swoją twarz) brak ekshibicjonizmu. Przynajmniej tego, dotyczącego mojego wizualnego przedstawienia. Jakby nie było trochę się słowami uzewnętrzniam przed Wami.
Ale mogę powiedzieć, że z rozmiaru 40/42 w dolnych partiach, spadłam do 36 czasem małe 38(zależy od sklepu). Góra zawsze była w miarę i właściwie nie zmieniłam garderoby, tylko teraz ciuchy prezentują się ładniej. Również jest to 36, czasem 38. Rozmiar 38 jest niewiele większy, ale za to ma dłuższe rękawy, długość jest dłuższa generalnie, a ja lubię chronić moje nerki przed zimnem.
Ciało bez ubrań. Zauważyłam naprawdę duży ubytek cellulitu! Co uważam za sukces, zważywszy na to, że niewiele ćwiczyłam.
Ale nadal jest za co chwycić, tłuszczyk na brzuszku, czy pupie daje miękkość, więc zabrałam się teraz za ćwiczenia.
Robię na razie cztery zestawy.
1. Najpierw rozciągam się przez osiem minut z Mr Hard ass! ZObaczcie, jaki twardy ma tyłek prowadzący ćwiczenia, aż za twardy.
2. Potem robie brzuszki:
3. Następnie najbardziej męczące ćwiczenia na pośladki:
4. Na koniec lightowe ćwiczenia na ramiona:
To daje mi 32 minuty ćwiczeń dziennie, więc moim zdaniem dobry początek.
Dołączę potem kolejny zestaw na nogi, ale na razie nie czułam potrzeby, bo nogi też pracują i ostro bolą mięśnie nóg przy ćwiczeniach na tyłek.
Oto zestaw:
Wcześniej już korzystałam z tych zestawów, ale z nie wszystkich na raz i nieregularnie.
Na razie odbyłam trzy sesje, dziś czwarta. Po tygodniu dołączę sobie jeszcze co najmniej 10 minut jazdy na rowerku stacjonarnym. To tak, aby przez zimę czasem nie rozpuścić się, bo na spacery (jestem zmarzlakiem) nie bardzo mam ochotę.
Długo się nie odzywałam, bo jakoś trudno było mi się zebrać. Nie mam żyłki do czarowania Was pomysłami kulnarnymi, o trudach diety dzieliłam się na forum dietowym i tak jakoś nie chciało mi się powtarzać w tym miejscu.
Jednak założyłam ten blog, więc jestem winna sobie i Wam napisać parę słów raz na jakiś czas.
Postanowienie nr 1 zrealizowane! Schudłam tyle, ile Dukan mi wyliczył i od dwóch tygodni jestem na trzeciej - utrwalającej fazie. Nie stosuję się dokładnie do jej przyrzeczeń, bo powróciłam w pełni do gotowania dla dwoje, ale wszystko z rozumem i dzięki temu na razie się utrzymuję z małym plusem (czyli schudłam nieco poniżej oczekiwań).
Jak wygląda moje ciało?
Wybaczcie, nie będę się prezentować na blogu, nie pozwala mi na to niemal całkowity (niemal, bo jednak gdzieś tam w sieci wstawiłam swoją twarz) brak ekshibicjonizmu. Przynajmniej tego, dotyczącego mojego wizualnego przedstawienia. Jakby nie było trochę się słowami uzewnętrzniam przed Wami.
Ale mogę powiedzieć, że z rozmiaru 40/42 w dolnych partiach, spadłam do 36 czasem małe 38(zależy od sklepu). Góra zawsze była w miarę i właściwie nie zmieniłam garderoby, tylko teraz ciuchy prezentują się ładniej. Również jest to 36, czasem 38. Rozmiar 38 jest niewiele większy, ale za to ma dłuższe rękawy, długość jest dłuższa generalnie, a ja lubię chronić moje nerki przed zimnem.

Ciało bez ubrań. Zauważyłam naprawdę duży ubytek cellulitu! Co uważam za sukces, zważywszy na to, że niewiele ćwiczyłam.
Ale nadal jest za co chwycić, tłuszczyk na brzuszku, czy pupie daje miękkość, więc zabrałam się teraz za ćwiczenia.

Robię na razie cztery zestawy.
1. Najpierw rozciągam się przez osiem minut z Mr Hard ass! ZObaczcie, jaki twardy ma tyłek prowadzący ćwiczenia, aż za twardy.

2. Potem robie brzuszki:
3. Następnie najbardziej męczące ćwiczenia na pośladki:
4. Na koniec lightowe ćwiczenia na ramiona:
To daje mi 32 minuty ćwiczeń dziennie, więc moim zdaniem dobry początek.
Dołączę potem kolejny zestaw na nogi, ale na razie nie czułam potrzeby, bo nogi też pracują i ostro bolą mięśnie nóg przy ćwiczeniach na tyłek.
Oto zestaw:
Wcześniej już korzystałam z tych zestawów, ale z nie wszystkich na raz i nieregularnie.
Na razie odbyłam trzy sesje, dziś czwarta. Po tygodniu dołączę sobie jeszcze co najmniej 10 minut jazdy na rowerku stacjonarnym. To tak, aby przez zimę czasem nie rozpuścić się, bo na spacery (jestem zmarzlakiem) nie bardzo mam ochotę.
Tak, miałam przybyć wcześniej, ale nie wyszło.
Dziś chciałam Wam zaprezentować zdjęcia naleśników. Korzystałam z dwóch przepisów.
Jeden od mrs Dukanowej, która prowadzi stricte kulinarnego bloga (już wcześniej podawałam linka). Pierwsze naleśniki wg jej recepty nie wyszły i powstała moja naleśniczyca, następne dały się już przewrócić. Są niezwykle delikatne i w smaku przypominają bardziej omlet niż naleśnik.
W wersji na słodko z truskawkowym jogurtem 0,01% tłuszczu prezentują się tak:
Drugi przepis znalazłam tutaj:
czympachnieuzakow.blox.pl/(…)Nalesniki-kakaowe-wg-d…
Te są już prostsze do przewracania, ale też bardziej zbite. Mnie odpowiadają bardziej, choć te delikatne też sobie jeszcze kiedyś zrobię.
Najpierw usmażyłam sobie w wersji kakaowej podanej z serkiem homo na słodko:
A potem doprawiłam je oregano i w środek dodała tarty, żółty ser LIGHT i kilka kapek ketchupu (lubię takie).
Na patelni:
Na talerzu:
A tak na marginesie. Jestem już o 10 kilo lżejsza!
10 i trochę. Na zdjęcia w ubraniach już się sobie podobam, na zdjęciach poglądowych-odchudzających, które robię co jakiś czas, jeszcze nie.
Wczoraj wróciłam też do ćwiczeń: rowerek i brzuszki. Bez ćwiczeń efekty widać na wadze, ale modelowanie figury, by się przydało
Dziś chciałam Wam zaprezentować zdjęcia naleśników. Korzystałam z dwóch przepisów.
Jeden od mrs Dukanowej, która prowadzi stricte kulinarnego bloga (już wcześniej podawałam linka). Pierwsze naleśniki wg jej recepty nie wyszły i powstała moja naleśniczyca, następne dały się już przewrócić. Są niezwykle delikatne i w smaku przypominają bardziej omlet niż naleśnik.
W wersji na słodko z truskawkowym jogurtem 0,01% tłuszczu prezentują się tak:
Drugi przepis znalazłam tutaj:
czympachnieuzakow.blox.pl/(…)Nalesniki-kakaowe-wg-d…
Te są już prostsze do przewracania, ale też bardziej zbite. Mnie odpowiadają bardziej, choć te delikatne też sobie jeszcze kiedyś zrobię.
Najpierw usmażyłam sobie w wersji kakaowej podanej z serkiem homo na słodko:
A potem doprawiłam je oregano i w środek dodała tarty, żółty ser LIGHT i kilka kapek ketchupu (lubię takie).
Na patelni:
Na talerzu:
A tak na marginesie. Jestem już o 10 kilo lżejsza!
10 i trochę. Na zdjęcia w ubraniach już się sobie podobam, na zdjęciach poglądowych-odchudzających, które robię co jakiś czas, jeszcze nie.Wczoraj wróciłam też do ćwiczeń: rowerek i brzuszki. Bez ćwiczeń efekty widać na wadze, ale modelowanie figury, by się przydało
Dziś trochę fotek, które się nazbierały z różnych obiadów.
Powiem Wam, że przestałam wielce kombinować i coraz częściej się powtarzam. Na przykład wczoraj zrobiłam pizzę i dzisia też sobie strzelę. Znalazłam fajny żółty serek light, to kolejny wyłom w Dukaniu i fajnie urozmaica dania.
Nie przeszkadza jakoś w chudnięciu. Być może je spowalnia nieco, ale nie mam żadnych wzrostów.
No to pokazuję zdjęcia.
Najpierw cukiniowa zapiekanka. Zrobiłam ją na fali bakłażanowej lasagne, ale z samym beszamelem, bez sosu pomidorowego jakoś mi nie podeszła. Zjadłam, było ok, ale kolejnym razem coś tam pozmieniam.
Innym razem cukinię wykorzystałam jako dodatek do mięsa w dzień warzywny.
Dodałam do niej zmiksowane pomidory, towarzyła jej pierś kurczaka w curry z odrobiną serka wiejskiego.
Zachciało mi się coś na kształt leczo. Moje tradycyjne leczo robię z trzech rodzajów mięsa. To jest tylko taką błyskawiczną namiastką z cielęciną, która nie do końca się nadawała (nie ta część).
A tutaj pierść z kury pieczona z puree kalafiarowo-brokułowym z marchewką. Kupiłam fatalny blender, który nie miksuje do końca i po krótkim czasie przestaje działać. Jestem bardzo rozżalona z powodu tego zakupu.
Moje ulubione danie, które jadam u "teściów" - STEK z czymkolwiek jest dobry, nawet sam. Mniam!
Jutro lub pojutrze będzie trochę sałatkowo i słodko.
Zbliżam się powoli do magicznej dziesiątki utraconych kilogramów. Moje BMI jest już w normie według wskaźnika, ale chcę się oddalić troszkę do górnej granicy i wskoczyć do środeczka. Więcej niż założyłam chudnąć nie zamierzam. Mam nadzieję, że sport pomoże w rzeźbieniu ciała.
Tylko czy będzie mi się chciało? To już inna bajka.
Powiem Wam, że przestałam wielce kombinować i coraz częściej się powtarzam. Na przykład wczoraj zrobiłam pizzę i dzisia też sobie strzelę. Znalazłam fajny żółty serek light, to kolejny wyłom w Dukaniu i fajnie urozmaica dania.
Nie przeszkadza jakoś w chudnięciu. Być może je spowalnia nieco, ale nie mam żadnych wzrostów.
No to pokazuję zdjęcia.

Najpierw cukiniowa zapiekanka. Zrobiłam ją na fali bakłażanowej lasagne, ale z samym beszamelem, bez sosu pomidorowego jakoś mi nie podeszła. Zjadłam, było ok, ale kolejnym razem coś tam pozmieniam.
Innym razem cukinię wykorzystałam jako dodatek do mięsa w dzień warzywny.
Dodałam do niej zmiksowane pomidory, towarzyła jej pierś kurczaka w curry z odrobiną serka wiejskiego.
Zachciało mi się coś na kształt leczo. Moje tradycyjne leczo robię z trzech rodzajów mięsa. To jest tylko taką błyskawiczną namiastką z cielęciną, która nie do końca się nadawała (nie ta część).
A tutaj pierść z kury pieczona z puree kalafiarowo-brokułowym z marchewką. Kupiłam fatalny blender, który nie miksuje do końca i po krótkim czasie przestaje działać. Jestem bardzo rozżalona z powodu tego zakupu.

Moje ulubione danie, które jadam u "teściów" - STEK z czymkolwiek jest dobry, nawet sam. Mniam!

Jutro lub pojutrze będzie trochę sałatkowo i słodko.
Zbliżam się powoli do magicznej dziesiątki utraconych kilogramów. Moje BMI jest już w normie według wskaźnika, ale chcę się oddalić troszkę do górnej granicy i wskoczyć do środeczka. Więcej niż założyłam chudnąć nie zamierzam. Mam nadzieję, że sport pomoże w rzeźbieniu ciała.
Tylko czy będzie mi się chciało? To już inna bajka.
-
happymeal: Zapraszam na dobre kupowanie, przepraszam za chamskie spamowanie : )
Wczoraj pysznie się obiadłam, ale przepisowo. Regułę złamałam tylko w punkcie: nie jedz warzyw w dzień protalowy, bo pożarłam pomidora, ratując go przed zepsuciem.
Cel szczytny, nieprawdaż?
A potem była pyszna sałatka Frutti di mare, robiona przez przyszłego teścia i stek.
Uwielbiam steki! Szok, kurą się tak nie rozkoszuję, ale stek to coś, co dostarcza mi jakichś podejrzanych hormonów szczęścia. Jak jem go w towarzystwie warzyw, zawsze zostawiam jeden kęs steku na koniec, by delektować się tym smakiem. Mhm...
Dziś foteczka sałatki warzywnej, którą jadłam na któreś tam drugie śniadanie w dzień warzywny.
Serek wiejski, żółta papryka, pomidory, marchewka, szczypiorek i przyprawy. Mniam.
Czeka mnie pracowity dzień, więc Wam życzę wypoczynku, a sobie by się jak najszybciej skończył.
Cel szczytny, nieprawdaż?A potem była pyszna sałatka Frutti di mare, robiona przez przyszłego teścia i stek.
Uwielbiam steki! Szok, kurą się tak nie rozkoszuję, ale stek to coś, co dostarcza mi jakichś podejrzanych hormonów szczęścia. Jak jem go w towarzystwie warzyw, zawsze zostawiam jeden kęs steku na koniec, by delektować się tym smakiem. Mhm...
Dziś foteczka sałatki warzywnej, którą jadłam na któreś tam drugie śniadanie w dzień warzywny.
Serek wiejski, żółta papryka, pomidory, marchewka, szczypiorek i przyprawy. Mniam.

Czeka mnie pracowity dzień, więc Wam życzę wypoczynku, a sobie by się jak najszybciej skończył.
Życie się kula, jestem starsza o rok i stało się to w przeciągu jednego dnia. Do kitu, nie?
A tak na poważnie, ja się lubię z każdym rokiem coraz bardziej i nie cofnęłabym czasu, żeby wrócić do -nastu lat.
Dietka idzie powolutku, z uwagi na moje ostatnio liczne grzeszki. W sobotę była prawdziwa pizza i gałka włoskich lodów, we wtorek kebab i dwie gałki. Nadal jednak grzeszę z uwagi na specjalne okazje, a nie dlatego, że mam na coś chcicę... no może poza tymi trzema małymi gryzami precla z nasionami dyni.
Korci mnie na słodkie, ale nie chce mi się nic piec. Dziś zrobiłam sobie truskawkowy budyń ze słodzikiem. Jestem zadowolona. Zaraz zajrzę na dysk, czy mam jeszcze jakieś niewstawione foty związane z Dukanowym jedzonkiem.
Spadek na miniony tydzień (moje tygodnie na diecie mijają w środy): - 0,4kg.
A tak na poważnie, ja się lubię z każdym rokiem coraz bardziej i nie cofnęłabym czasu, żeby wrócić do -nastu lat.
Dietka idzie powolutku, z uwagi na moje ostatnio liczne grzeszki. W sobotę była prawdziwa pizza i gałka włoskich lodów, we wtorek kebab i dwie gałki. Nadal jednak grzeszę z uwagi na specjalne okazje, a nie dlatego, że mam na coś chcicę... no może poza tymi trzema małymi gryzami precla z nasionami dyni.
Korci mnie na słodkie, ale nie chce mi się nic piec. Dziś zrobiłam sobie truskawkowy budyń ze słodzikiem. Jestem zadowolona. Zaraz zajrzę na dysk, czy mam jeszcze jakieś niewstawione foty związane z Dukanowym jedzonkiem.

Spadek na miniony tydzień (moje tygodnie na diecie mijają w środy): - 0,4kg.
-
niobe:
Bez popełniania małych grzeszków życie byłoby nudne :D A podejścia do urodzin zazdroszczę ja miałam małą depresję w zeszłym roku^^ Co do diet to dziś postanowiłam nie jeść chleba! i rzucenie go jest o wiele trudniejsze niż mięsa:D wszędzie widzę te kuszące kromeczki i bajgle. Mmm.
-
undsoweiter: Niobuś, nie rzucaj chlebka zupełnie. Jedz kromkę dziennie, ale pełnoziarnistego czy żytniego. Zboża są nam potrzebne w diecie. Moja na razie mi zakazuje, ale spożywam otręby owsiane w zamian. :)
Dla tych, którym spodobał się Freddie, dziś w wersji kompilacja piosenek do gier. Mówi się, że klasyczni kompozytorzy, gdyby mieli tworzyć muzykę w naszych czasach, pisaliby ją do gier. Tutaj są tematy raczej lightowe, sama grałam chyba tylko w Tetris i Mario, no ale. Freddie jest super, więc zapodaję. 
A jeśli miałoby się nie spodobać, to może 32 piosenki w 8 minut?
Dużo klasyków, fajnie połączonych i widać, że gościu nie jest do niczego uprzedzony (Wannabe Spice Girls?
Ja bym na jego miejscu nie zaśpiewała.
)

A jeśli miałoby się nie spodobać, to może 32 piosenki w 8 minut?
Dużo klasyków, fajnie połączonych i widać, że gościu nie jest do niczego uprzedzony (Wannabe Spice Girls?
Ja bym na jego miejscu nie zaśpiewała.
)
Na jednym z blogów, które obserwuję, pingerowiczka wkleiła zdjęcie ładnej, białej bluzeczki z kwiatowymi... no jak to się mówi. aplikacjami? Chyba tak.
Od razu skojarzyłam ją z moim topem, a że robiłam zdjęcie, by pokazać mojej serdecznej koleżance (niobuś:*), to wkleję dla blanki do porównania:
A to bluzka blanki:
i2.pinger.pl/pgr51/6f6edd9a001f6fe54c5ac5a1
Od razu skojarzyłam ją z moim topem, a że robiłam zdjęcie, by pokazać mojej serdecznej koleżance (niobuś:*), to wkleję dla blanki do porównania:A to bluzka blanki:
i2.pinger.pl/pgr51/6f6edd9a001f6fe54c5ac5a1
-
Auri: Super bluzka, sama bym taką chciała. ; )
-
undsoweiter: @Mckaliber: A dziękuję. Dostałam od "teściowej", świetnie się wbiła w moje gusta. ^^ A ja jestem straszną marudą, jeśli chodzi o prezenty. :/
-
niobe:
^^ jak już mówiłam mi też się bardzo podoba:)













-
marlenao:
Pokaż wszystkie (1) ›